"Jadziem do Warszawy"

Użytkownik Krystyna Koziewicz

Redakcja Blog Polonia
Data: 19.10.2017
Kraj: Niemcy
Redakcja Blog Polonia
Blog stworzony przez dziennikarzy polonijnych, który powstał w ramach projektu "Wzmocnienie, rozwój i integracja mediów polskich i polonijnych za granicą" realizowanego… więcej

 

Przypadkowo trafiła się okazja wyjazdu do Warszawy.  Radość ogromna, bo nareszcie jakaś odmiana, doborowe  babskie towarzystwo z jednym rodzynkiem – naszym sympatycznym wspólnym znajomym. 

Za każdym razem, kiedy wybieram się w jakąkolwiek podróż, przyjaciel mówi: tylko nie zakochaj się. Nie wiem, co miał na myśli, ale „ Zakochaj się w Warszawie”– to jest akurat  hasło promujące stolicę Polski.

Tak a propos, to w Warszawie zakochana jestem od pierwszego wejrzenia. To moje najbliższe polskie miasto po Krynicy i Opolu. Czuję  ogromny sentyment do Warszawy, czy ze względu emocje związane z jej tragiczną historią? Moim sercem Warszawa na dobre zawładnęła w roku 2013, kiedy przebywałam tu przez okrągły miesiąc biorąc udział w projekcie dla seniorów.

Tragiczne losy stolicy Polski znałam głównie z książek, wystaw, filmów dokumentalnych i rozmów z warszawiakami, których spotykałam na swej drodze. Pamiętam, jak podczas pierwszego pobytu w Warszawie, jeszcze w czasach szkolnych,  trudno mi  było ogarnąć umysłem, że z bezludnego krajobrazu przypominającego powierzchnię księżyca, powstało milionowe miasto tętniące pełnią życia. Odbudowa Warszawy to jeden z cudów XX wieku, cud, jakiego chyba świat nie widział. Dzisiaj miasto niewiele różni się od innych metropolii europejskich.

W Warszawie miałam też okazję spotkać na przystanku tramwajowym prawdziwą warszawiankę. Kiedy zapytałam, jak się mieszka w Warszawie, odpowiedziała: „jestem szczęśliwa, że doczekałam się tak pięknej Warszawy. Po wojnie nie wiedziałam, gdzie się człowiek znajdował, dzisiaj też czasami zastanawiam się, gdzie jestem, tak szybko zmienia się Warszawa”.

Berlin - Warszawa miasta partnerskie

Warszawa dość  często bywa obecna w Berlinie w różnych formach i przedsięwzięciach, a to ze względu na współpracę miast partnerskich od 1991 roku. Od kiedy prezydentem Warszawy została pani Hanna Gronkiewicz-Waltz  (grudzień 2006 roku) miałam okazję widywać panią prezydent na konferencjach prasowych, koncertach, wystawach, spotkaniach biznesowych, gospodarczych, turystycznych i kulturalnych.

Co mnie najbardziej zaskakiwało podczas wizyt Pani HGW, to jej ciekawość i zainteresowanie tym, jak Berlin rozwiązuje problemy dużego miasta  odnośnie komunikacji, funkcjonowania karty berlińczyka czy innych spraw społecznych. Wiem o tym, ponieważ często spóźniała się na konferencje, tłumacząc, że chciała osobiście zobaczyć to czy tamto i sprawdzić, jak w praktyce funkcjonuje. Toteż nie dziwi mnie, kiedy w Warszawie dostrzegam wiele berlińskich rozwiązań, o czym pewnie przeciętny warszawiak nie wie i nie docenia faktu, że HGW przenosiła najlepsze wzorce na grunt warszawski.  Nie każdy polityk zdobywa podczas wizyt państwowych wiedzę praktyczną, nie każdy. Niestety!

Od czasu do czasu do czasu zdarza mi się jeździć do Warszawy, jak choćby ostatnio  na krótki pobyt weekendowy. Za każdym razem dostrzegam zmiany na lepsze. Już sama jazda nowoczesną Autostradą Wolności sprawia, że rozpiera człowieka duma i satysfakcja, że „to Polska właśnie” – w pozytywnym znaczeniu.

Zwiedzanie

Odstawiwszy auto na parking, trzeba się przestawić na korzystanie z komunikacji miejskiej, a ta sprawnością i nowoczesnym taborem niczym się nie różni od berlińskiej. Spacerując po Krakowskim Przedmieściu, Marszałkowskiej, Alejach Jerozolimskich spotyka się duże grupy turystów z całego świata, niczym na Kudamie w Berlinie. Podobnie było licznych w restauracjach, które zapraszały do odwiedzin kusząc modernym designem i potrawami, że aż ślinka z ust leciała. Podobały mi się w Warszawie  swojskie nazwy lokali gastronomicznych, jak Zapiecek, U Szwejka, Pijalnia Wódki, Dyletanci, Kuźnia Smaków, Ale Wino czy Bar Warszawa. Trzeba też pochwalić obsługę w barach i lokalach - szybka, wręcz ekspresowa, z młodymi kelnerkami  w gustownych, oryginalnych sukienkach. W menu znakomite przysmaki kuchni polskiej i międzynarodowej.

Podczas pobytu w Warszawie staram się skorzystać z okazji i zwiedzić któreś z muzeów. Tym razem zaplanowałam sobie wizytę w Muzeum Historii Żydów Polskich Polin, które zaprasza do podróży przez tysiąc lat - od średniowiecza do współczesności. Muzeum Polin powstało w symbolicznym miejscu, w centrum dzielnicy zamieszkałej w przeszłości  przez Żydów, a w czasie wojny przez niemieckich okupantów przekształconej w getto. Muzeum, zbudowane naprzeciwko pomnika Bohaterów Getta, jest jego symbolicznym uzupełnieniem: pomnik upamiętnia męczeństwo i śmierć polskich Żydów, muzeum zaś przypomina, jak żyli. Zwiedzanie dostarcza ogromnego ładunku emocji - byłam pod wrażeniem rozmachu pod względem ilości, jakości, różnorodności a także zasięgu wszystkich prezentowanych wydarzeń. Natłok informacji wywołuje oczywiście ogromną ilość emocji, zmusza do refleksji o kondycji człowieka. „Ludzie ludziom zgotowali ten los” - tak brzmi pierwsze zdanie słynnej niegdyś książki o zbrodniach wojennych - „Medalionów” Zofii Nałkowskiej. W tym krótkim stwierdzeniu została zamknięta prawda o latach okrucieństwa i barbarzyństwa, za które odpowiedzialność ponoszą wyłącznie ludzie. Tak sobie myślę, że wciąż nie straciło na aktualności w dzisiejszych współczesnych czasach.

Nie miałam okazji poznać nastrojów społecznych,  chociaż spotkaliśmy na swej drodze młodych lekarzy w koszulkach głodówki rezydentów, która trwa już od ponad dwóch tygodni na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. Do głodówki porzyłączyły się i inne miasta, w tym Łódź, Wrocław, Szczecin. Lekarze żądają unowocześnienia infrastruktury medycznej i zwiększenia dotacji budżetowych na służbę zdrowia – żądanie podwyżki płac o 6% jest tylko niewielką częścią całego pakietu problemów, na który zwracają uwagę młodzi ludzie. Lekarze, z którymi rozmawiałyśmy,  byli rozgoryczeni faktem, że premier Szydło nie znalazła czasu, żeby się spotkać ze strajkującymi, a media szczują na nich tzw. prosty lud, opowiadając nieprawdopodobne kłamstwa o niebotycznych zarobkach i luksusowym trybie życia młodej kadry szpitalnej.

Nie we wszystkich grupach społecznych daje się zauważyć podziały, a jeśli nawet są, to wcale nie musi oznaczać, że używa się brzydkiego języka polskiego. Szczuje czy używając dzisiejszego wyrażenia - hejtuje. Są takie  miejsca i ludzie, którzy w debacie politycznej dbają o kulturę dialogu. Tym miejscem okazało się Stowarzyszenie Wolnego Słowa, gdzie  uczestniczyłam w konferencji „ Socjaliści Solidarności”. Początkowo nie zamierzałam brać udziału we wszystkich panelach z uwagi na pewne uprzedzenia. Nie chciałam być świadkiem znanych nam z ekranów telewizyjnych napastliwych ataków personalnych, bezsensownych kłótni, wzajemnych oskarżeń, manipulacji faktami, arogancji moderatorów, kreowania nowych bohaterów, negowania dotychczasowych.

Co ciekawe, to właśnie w tym miejscu spotkała nas niespodzianka. Okazało się, że potrafimy ładnie się różnić. Z pewnością była to zasługa moderatora, który dyscyplinował dyskutantów domagając się merytorycznej debaty.  Usłyszeliśmy głosy pełne rozwagi, rzeczowe argumentacje, wyważone słowa i komentarze.  Tematy panelowe  wcale nie były takie jednoznaczne, wręcz  odwrotnie - kontrowersyjne z punktu widzenia przemian, jakie dokonały się w Polsce, w PPS i w Solidarności.  Debata była na tyle interesująca, że wspólnie z koleżanką pozostałyśmy do samego końca konferencji.  To było bardzo dobre i optymistyczne doświadczenie i radość,  że w Polsce można ze sobą rozmawiać na tematy polityczne w sposób kulturalny.

I tym optymistycznym akcentem zakończę moje wrażenia z krótkiego pobytu w stolicy Polski – Warszawie.

FACEBOOK